Przejdź do treści

Ucieczka ze ścisłego centrum, czyli biznesowe zalety poznańskich Winograd i Piątkowa

  • przez

„Konferencję robi się w centrum” to jedno z tych przekonań, które brzmią rozsądnie, dopóki nie policzy się kosztów. A kosztów jest sporo. Korki, w których utyka połowa uczestników. Brak miejsc parkingowych albo płatne strefy, gdzie postój przez cały dzień potrafi przebić cenę lunchu. Wieczne objazdy i utrudnienia związane z remontami wokół Starego Rynku. Hałas, tłum i ogólny chaos miejskiego rdzenia, który zupełnie nie współgra z tym, po co właściwie organizuje się spotkanie biznesowe. Bo organizuje się je po to, żeby ludzie się skupili, dogadali i wynieśli z dnia coś konkretnego, a nie po to, żeby zaczęli go spóźnieni i poirytowani szukaniem parkingu.

Czas zatem rozprawić się ze stereotypem. Lokalizacja w ścisłym centrum bywa raczej obciążeniem niż atutem, a Poznań ma dzielnice, które dają wszystko, czego potrzebuje udane wydarzenie, bez wad śródmieścia. Winogrady i Piątkowo to dokładnie taki przypadek.

Centrum kosztuje więcej, niż się wydaje

Zacznijmy od logistyki, bo to ona najczęściej decyduje o tym, jak zaczyna się dzień konferencyjny. Uczestnik, który stoi czterdzieści minut w korku na wjeździe do centrum, a potem krąży w poszukiwaniu miejsca w płatnej strefie, dociera na salę spięty i już zmęczony. To nie jest dobry punkt startowy do produktywnego szkolenia. Doliczmy do tego ryzyko, że akurat trwa remont kluczowej ulicy albo zamknięto fragment trasy wokół rynku, co w gęstej tkance śródmieścia zdarza się regularnie, a obraz robi się jeszcze mniej zachęcający.

Argument o prestiżu adresu też warto zweryfikować. Owszem, centralna lokalizacja brzmi efektownie w zaproszeniu, ale prestiż wydarzenia budują warunki na miejscu, a nie kod pocztowy. Sala bez parkingu, do której trzeba dotrzeć z walizką sprzętu przez zatłoczony deptak, nie robi dobrego wrażenia na nikim. Spokój, przestrzeń i bezproblemowy dojazd działają na korzyść organizatora znacznie skuteczniej niż sam fakt, że budynek stoi kilkaset metrów od ratusza.

Co realnie zyskuje się na Winogradach i Piątkowie

Przeniesienie wydarzenia poza ścisłe centrum nie oznacza wcale wyjazdu na koniec świata. Dobrze ulokowana sala konferencyjna w Poznaniu poza śródmieściem łączy spokój z zachowaniem dobrego skomunikowania, a to właśnie ta kombinacja stanowi przewagę strategiczną. Hotel Lechicka przy ul. Lechickiej, na styku Piątkowa i Winograd, dobrze to pokazuje.

Pierwsza i najbardziej namacalna korzyść to parking. Bezpłatny parking przed obiektem oraz hala garażowa rozwiązują problem, który w centrum potrafi zepsuć cały poranek. Uczestnicy przyjeżdżają, zostawiają auto bez kombinowania i wchodzą na salę na czas. Druga korzyść to dojazd komunikacją miejską, który mimo oddalenia od rynku pozostaje sprawny, więc osoby bez samochodu również docierają bez przeszkód. Trzecia to cisza i przestrzeń. Z dala od zgiełku deptaków łatwiej o atmosferę skupienia, a jasne, doświetlone sale z panoramicznym widokiem na Poznań od strony Winograd dają coś, czego ciasne śródmiejskie wnętrza zwykle zaoferować nie mogą.

Do tego dochodzi skala i samowystarczalność obiektu, które w centrum byłyby trudne do osiągnięcia bez ogromnych kosztów. Pięć sal konferencyjnych i szkoleniowych o powierzchni od kilkunastu do stu sześćdziesięciu metrów kwadratowych pozwala obsłużyć zarówno kameralne szkolenie, jak i konferencję na 200 osób w ustawieniu teatralnym. Restauracja Lechicka obsługuje wydarzenia do 120 osób i zapewnia catering oraz przerwy kawowe na miejscu, a 180 miejsc noclegowych w klimatyzowanych pokojach umożliwia organizację spotkań wielodniowych bez rozwożenia uczestników po hotelach w różnych częściach miasta. Wszystko zamyka się w jednej lokalizacji, do której łatwo dojechać i z której równie łatwo wyjechać. To właśnie ta wygoda, niedostępna w korku przy Starym Rynku, przekłada się na spokojniejszy przebieg wydarzenia i lepszą dyspozycję uczestników przez cały dzień.